JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Bunt maszyn, szara maź i inne - garść optymistycznych prognoz na koniec świata

50 947  
129   63  
Niektórzy twierdzą, że zginiemy zabici przez własne lodówki - i bynajmniej nie przez nasze tragiczne nawyki żywieniowe. Czy bunt maszyn jest możliwy? A jeśli nie to, jaki koniec może nas czekać?


Nie mamy o sobie dobrego zdania. Prześcigamy się nawzajem w fatalistycznych prognozach. I choć przeżyliśmy - z zupełnie niezłym skutkiem - już kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt „końców świata”, to naukowcy i wizjonerzy twierdzą, że w końcu uda nam się dopiąć swego i doprowadzić do zagłady planety. Samemu… lub z czyjąś pomocą.

21 grudnia 2012 roku był ostatnim dniem kalendarza Majów, to wtedy nastąpić miał koniec świata [1]. Nastąpił najwyżej początek kalendarza Czerwców, a przejście nie okazało się w żaden sposób dotkliwe. Na 2013 rok zapowiedziano początek zwiększonej aktywności słonecznej [2]. Liczne rozbłyski, podczas których emitowana jest ogromna ilość promieniowania, miały doprowadzić do ostatecznego końca naszej planety. I ta teoria się nie sprawdziła. Rozbłyski napędziły stracha astronautom i inżynierom kosmicznym, ale nic poza tym.


Jeszcze inna z optymistycznych prognoz zakładała, że nie później niż w 2016 roku ludzkość wyniszczy się sama przy użyciu broni biologicznej [3]. Prawdopodobieństwo wcale nie było małe, ale i to zagrożenie wydaje się póki co opanowane. Co nie znaczy, że możemy zupełnie spokojnie odetchnąć…

Bunt maszyn


Czy maszyny faktycznie mogą się zbuntować? Pomijając przykład jednego robota, który wybrał wolność i postanowił zwiać z jednej z rosyjskich fabryk, prawdopodobieństwo jest dość nikłe [4]. Mimo postępującego rozwoju sztucznej inteligencji, stosunkowo daleko jeszcze do tego, by maszyny „zaczęły żyć własnym życiem”. Znacznie bardziej prawdopodobny jest jednak błąd ludzki, który wywoła w robotach destrukcyjne żądze.

Na własnym przykładzie przekonali się o tym twórcy gry „Elite: Dangerous”. Sztuczna inteligencja, którą zaimplementowano w grze, wykorzystała luki w kodzie, wyprodukowała broń o wielkim zasięgu i przejęła kontrolę nad całą wirtualną rzeczywistością [5]. Czy podobna rzecz mogłaby wydarzyć się w prawdziwym świecie? Nie sposób tego wykluczyć.

Istnieje kilka scenariuszy opisujących hipotetyczny bunt maszyn. Roboty mogłyby ograniczyć się do wykorzystania luk pozostawionych przez człowieka, ale mogłyby również same zadbać o swój rozwój - wykraczając daleko ponad to, co przewidzieli ich twórcy. Jedną z konsekwencji takiego rozwoju wypadków byłaby całkowita utrata kontroli nad sztuczną inteligencją. Otwarte pozostaje pytanie, czy owa wysoce rozwinięta sztuczna inteligencja posiadałaby równie wysoko rozwiniętą moralność? Czy zło nie okazałoby się bardziej atrakcyjne? I wreszcie - gdzie w tym scenariuszu miejsce dla ludzkości? Czy możliwe byłoby współistnienie ludzi i robotów, czy też narastający konflikt musiałby doprowadzić do zagłady jednych bądź drugich?


Według niektórych teoretyków obserwujących obecny postęp technologiczny, bunt maszyn mógłby nastąpić około 2030 roku [6]. Mamy więc jeszcze trochę czasu, by się nań przygotować i - co chyba bardziej sensowne - mu zapobiec. Z drugiej strony kilkanaście lat to wcale nie tak długo, jak mogłoby się wydawać.

Bunt mazi

Pochodzący z Węgier fizyk i matematyk John von Neumann zajmował się teorią urządzeń samoreplikujących. Na podstawie jego prac powstała tzw. sonda von Neumanna, czyli hipotetyczne urządzenie, za sprawą którego możliwe stałyby się podróże międzygwiezdne [7]. Wysłana w przestrzeń kosmiczny sonda miałaby, po zużyciu pierwotnych podzespołów, samodzielnie odbudować się z surowców znalezionych na miejscu - na przykład na bardzo odległej planecie. Oczywiście sama sonda pozostaje na razie wyłącznie w kanonach science fiction, ale badania nad nanomechanizmami posuwają się do przodu [8].


Naukowcy widzą przed nanomechanizmami ogromne możliwości, między innymi w medycynie. Mogłyby przyczynić się na przykład do skutecznego wykrywania i likwidowania komórek nowotworowych. Ale czy coś mogłoby pójść nie tak? Rozważany jest hipotetyczny scenariusz, w którym sonda von Neumanna (bądź inne urządzenie wykorzystujące samoreplikujące nanomechanizmy) postanawia… zmienić zdanie i zapałać niepohamowaną żądzą reprodukcji. Czyli de facto wykonać to, do czego owe mechanizmy zostały stworzone.

Hipoteza „szarej mazi” opisuje scenariusz, w którym nanomechanizmy zaczynają mnożyć się bez jakiejkolwiek kontroli, stopniowo wypierając inne organizmy na Ziemi [9]. Ze znacznie większymi możliwościami reprodukcji i znikomym minimum egzystencjalnym, mikroskopijne roboty zyskałyby ogromną przewagę nad naturalnymi organizmami, co nieuchronnie prowadziłoby do ich zagłady. Wliczając w to naszą własną.

„Szara maź” zyskała wiele wariantów nomen omen kolorystycznych. Czarna maź miałaby składać się z nanomaszyn stworzonych do ataku na człowieka, niebieska maź miałaby zwalczać pozostałe mazie, zielona - zawierać wyłącznie związki organiczne. Którykolwiek scenariusz by się nie ziścił, nie oznaczałby nic dobrego dla człowieka.

Międzyplanetarne zanieczyszczenie


Jak duże jest prawdopodobieństwo, że zanieczyścimy atmosferę do takiego stopnia, że sami udusimy się we własnych oparach? Naukowcy mają na ten temat różne zdanie. Faktem jest jednak i to, że być może nasze własne działania nie będą wcale konieczne. Nikt nie może wszak zagwarantować, że w czasie kiedy my pracujemy usilnie nad lekarstwem na coraz bardziej wymyślne odmiany grypy, z nieba nie spadnie nam na głowy jakaś inna cholera [10]. Mniej czy bardziej dosłownie…

Kolejny z apokaliptycznych scenariuszy zakłada zanieczyszczenie - celowe bądź przypadkowe - z kosmosu. Dostanie się pozaziemskich organizmów (przyjmując, że takie istnieją) do ziemskiej biosfery mogłoby przynieść zupełnie nieprzewidywalne rezultaty. Nie mamy pojęcia, czym miałyby charakteryzować się takie organizmy ani jak zareagowałyby w kontakcie z człowiekiem. Wiemy natomiast, skąd - znów hipotetycznie - mogłyby pochodzić. Naukowcy są przekonani, że warunki sprzyjające rozwojowi mikroorganizmów występowały kiedyś na Marsie, Europie (księżyc Jowisza) czy na Enceladusie (księżyc Saturna). Z każdego z tych miejsc mogło teoretycznie wydostać się coś, co dotarłszy na Ziemię, siałoby zniszczenie, jakiego nikt się nie spodziewał.

Czy nadciągającej katastrofie da się zapobiec? W dłuższej perspektywie - nie. Według naukowców, jeśli w żaden sposób nie doprowadzimy do zagłady wcześniej, czeka nas jedno z dwóch. Wielkie Rozdarcie albo Wielki Klops Kolaps. Pierwsza z teorii zakłada rozszerzanie się Wszechświata do momentu, w którym - naukowo mówiąc - to wszystko trafi szlag. Rozerwane zostaną wszystkie obiekty, zaczynając od całych galaktyk, na pojedynczych atomach kończąc [11].


Druga teoria sugeruje, że rozszerzanie Wszechświata nie będzie trwało wiecznie, a w którymś momencie zapoczątkowany zostanie proces przeciwny. Wszechświat zacznie się kurczyć, coraz szybciej i szybciej. W jedno złączą się najpierw galaktyki, potem planety, a wreszcie atomy. Jak by nie patrzeć, w obu przypadkach nasze losy malują się kiepsko.

Oglądany: 50947x | Komentarzy: 63 | Okejek: 129 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało